Garderobiany niedosyt

garderoba

Ostatnio przechodząc koło galerii handlowej, zdałam sobie sprawę, że od ponad roku cierpię na garderobiany niedosyt.

Ktoś może pomyśleć, co jest takiego trudnego w pójściu do sklepu i wydaniu kilku stówek na zakupy. Niby nic, no może poza rozsądkiem i pragmatyzmem.

Jak przez mgłę pamiętam czasy sprzed ciąży, kiedy co miesiąc, w mojej garderobie przybywało kilka nowych elementów. Kolejna para szpilek,  nowa sukienka, koniecznie  ołówkowa. A co tam, jak szaleć to szaleć, eleganckie bluzeczki i do tego koniecznie dopasowana biżuteria. Dużo kobiecych i efektownych fatałaszków. Zakup kolejnej  spódnicy, łatwo było wytłumaczyć przed samą sobą. Przecież codziennie chodzę w kieckach, trzeba mieć wystarczającą liczbę sztuk, żeby nie popaść w monotonię. Codziennie o poranku, stawałam przed lustrem i szybko dokonywałam krótkiego zestawienia elementów, idealnych do wyjścia do pracy.

Sytuacja zmieniła się diametralnie, kiedy zaszłam w ciążę. Przez pierwsze 4-5 mc mieściłam się w swoje ubrania więc kupowanie nowych, w dotychczasowym rozmiarze, mijało się z celem (przecież za chwilę będę przypominać ludzika Michelin). Około 6 miesiąca, zaczął się problem z założeniem jakichkolwiek spodni. Ale czy jest sens kupować ubrania na zaledwie 3 miesiące? Z racjonalnego punktu widzenia nie. Więc wyszło tak, że do końca ciąży chodziłam w wygrzebanych z szafy sukienkach z dzianiny, które sprytnie rosły razem ze mną. Mój pragmatyzm stopował mnie, przed robieniem zakupów w ciąży. Za to cały czas powtarzałam sobie, że jak tylko urodzę, to pójdę na wielki shopping i odbiję sobie ten zakupowy przestój.

Urodziłam. A na wielkie zakupy i tak nie poszłam.

Pierwsze tygodnie po porodzie, wiadomo, bardziej myśli się o tym, żeby w końcu się wyspać czy w spokoju wykąpać. Potem przygoda z nawałem pokarmu. Cyce jak arbuzy, więc dobór nowej garderoby mija się z celem.

Teraz, kiedy sytuacja jest unormowana, śmiało mogłabym dać się ponieść zakupowemu szaleństwu. Ale przechodząc koło witryny sklepowej z idealnie skrojonymi sukienkami i żakietami, zdałam sobie sprawę, że będąc na urlopie macierzyńskim, nawet nie miałabym gdzie założyć takiego rodzaju ubrań.

Oczami wyobraźni widzę, siebie karmiącą Alka. I jak to w życiu bywa Alek kicha a cała zawartość jego buzi ląduje na nowej sukience. Albo na przykład pełzanie z synem po podłodze…w tej uroczej marynarce z wystawy….

ehhh… los kury domowej nie jest łatwy. Kolorowe piórka trzeba zostawić dla innych kurek a samej przywdziać szare dresy, jeansy lub legginsy. No i jeszcze moje ukochane obcasy… słabo sprawdzają się na spacerach z wózkiem w „terenie”.

Ale przecież szpilki nie zając, nie uciekną 😉

Reklamy

5 comments

  1. Kochana, nie Ty jedna!;) Mój Olisiek z końcem grudnia będzie miał 2 latka,a na moje wyczekiwane zakupy z pompą nie udało się wyjść do tej pory!Zazwyczaj kupuję coś przy okazji. I oczywiście marzy mi się taki wypad, zeby raz a porządnie zaopatrzyć się we wszystko co niezbędne i piękne, ale zawsze jest nie po drodze: a to czasu brak, a to pada, a to dłużej w pracy zostane… Nie ma odpowiedniego momentu! Tylko zastanawiam się w jaki sposób to działa, ponieważ szafa Oliwierka pęka w szwach!;)

    Polubienie

    • Taaaak, jakimś dziwnym trafem garderoby dziecięce nie świecą pustkami. Czyżby nasze gusta zmieniły się do tego stopnia, że pociągają nas nie sukienki i inne kobiece elementy, za to nie możemy przejść obojętnie koło małych fikuśnych dresików?

      Ja chyba o moich ukochanych szpilkach mogę zapomnieć. Teraz „trekkingi” w terenie z wózkiem a potem jak dziecko zaczyna chodzić..a raczej biegać, to w ogóle szpilki można wstawić na najwyższą półkę w szafie 😦

      Polubienie

  2. Sądzę, że zmieniają się nam (mamom) priorytety. Ale czy na gorsze – nie. Trzeba dostrzec też dobre strony zmian. Poza tym znam panie które z pewnością zazdroszczą takiego statusu i co by dały za słodkie obrzyganie, nieprzespane noce etc. to tylko one wiedzą i nie zawsze powiedzą. Jesteśmy szczęściary, jedyne takie, niepowtarzalne do których los się uśmiechnął i śmieje się każdego dnia i nocy choć czasem przez łzy: radości, bezsilności, niewiedzy, słabości, kobiecej kruchości, wrażliwości.

    Polubienie

jeżeli spodobał Ci się artykuł polub, udostępnij lub napisz komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s